„Różne liczby – różne światy”, czyli panel Fundacji Zdrowie i Rozwój w Mikołajkach

Nie ma sensu stawiać pytań, czy lekarzy w Polsce brakuje. Taka dyskusja jest trochę niecelowa. Wiadomo bowiem, że mierzymy się z deficytem kadr medycznych – tym stwierdzeniem były wiceminister zdrowia a obecnie poseł Janusz Cieczyński rozpoczął poniekąd nasz panel na Forum Samorządowym w Mikołajkach.
Co ciekawe nikt z panelistów, ani też licznego audytorium, które we wtorkowe południe zgromadził panel „Różne liczby – różne światy! Czy pacjenci mają w Polsce równy dostęp do lekarzy?” nie był w stanie podać jednej wiarygodnej liczby czynnych lekarzy w naszym kraju. Choć skłonny uznać, że taka liczbą jest granica 140 tys. był Krzysztof Zdobylak, ekspert ds. transformacji systemu ochrony zdrowia, podkreślając, że jest to wypadkowa liczby lekarzy samorządu lekarskiego oraz tych opłacających składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Czy jest to liczba optymalna dla potrzeb Polski i polskich pacjentów? Tu nie było głosu sprzeciwu i wszyscy uznali, że „NIE jest wystarczająca”. Spór był natomiast o to, czy powinniśmy tą liczbę znacząco zwiększyć i tym samym zrezygnować z odgórnego ministerialnego regulowania ostatniego zawodu w Polsce. O liczbie studiujących na kierunkach medycznych nadal bowiem decyduje Ministerstwo Zdrowia, które ustanawia górne limity przyjęć na kierunek lekarski. Dr Maria Libura, kierownik zakładu dydaktyki i symulacji medycznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim podkreślała, że limity to kwestia bezpieczeństwa, gdyż trzeba pilnować wysokich standardów kształcenia. Jej zdaniem nie można otwierać nadmiernej liczby kierunków lekarskich na polskich uczelniach i zwiększać przyjęć bo ucierpi na tym jakość. Krzysztof Zdobylak dodawał argument o wysokich kosztach kształcenia lekarzy, wskazując, że zbyt duża liczba absolwentów będzie zaspokajała systemy ochrony zdrowia ościennych państw. Czyli w skrócie rzecz ujmując: będziemy kształcić za nasze pieniądze lekarzy dla innych europejskich państw.
– Kiedy w latach 90’ kształciliśmy lekarzy wyjeżdżających od razu do Niemiec, nikt nie podnosił jakoś larum. Dziś gdy płace lekarzy w Polsce są bardzo konkurencyjne na europejskim rynku podnoszenie tego argumentu jest nietrafione – odpowiadał Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów Polskich i dodawał: – Sztuczne ograniczanie liczby lekarzy w naszym kraju jest w interesie korporacji medycznej czyli Naczelnej Izby Lekarskiej, a nie w interesie pacjentów i szpitali.
– Mam dość duży problem ze skompletowaniem pełnej obsady lekarskiej dla mojego szpitala. Niestety często muszę opierać się na lekarzach w trybie jedynie dyżurów kilkudniowych – wtórował Robert Obaz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego MSWiA w Jeleniej Górze.
Dyrektor szpitala powiatowego w Iławie Jacek Zachariasz wskazywał, że deficyt lekarzy jest niezaprzeczalny i nie można mówić o emigracji kształcących się w Polsce lekarzy za granicę, bo on sam zatrudnia osoby, które wróciły choćby ze Szwajcarii, co potwierdza dużą konkurencyjność polskiego rynku.
Wszyscy paneliści ponownie jednak zgodzili się, że polski system ochrony zdrowia mógłby a nawet powinien zostać wsparty w szerszym stopniu przez kadrę zza granicy, choćby z Białorusi czy Ukrainy. Prawo w tej materii zostało jednak w ostatnich latach znacząco zaostrzone, co skutkuje coraz mniejszym napływem lekarzy do Polski. W tym czasie nasi sąsiedzi – Niemcy, mają już w granicach 60 tys. lekarzy obcokrajowców.
– Musimy stworzyć transparentny system pozyskiwania kadr medycznych spoza granic Polski. Postawmy tym lekarzom nawet większe wymogi niż naszym rodzimym medykom, ale jednak dajmy im możliwość wsparcia polskich szpitali, ale przede wszystkim polskich pacjentów – konstatował poseł Janusz Cieszyński.
– Lekarze zza granicy to lepsza oferta dla pacjentów ze strony naszych szpitali, a czasem w ogóle możliwość funkcjonowania niektórych oddziałów – dodawał Grzegorz Kubalski.
Większość panelistów zgodziła się też z propozycją by rezydenci, czyli lekarze w trakcie specjalizacji mogli zdobywać praktyczną wiedzę w szpitalach powiatowych i w ten sposób pomagać w realizacji świadczeń na rzecz lokalnych społeczności.
